środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 11

Kolejny rozdział :) Mam teraz mnóstwo na głowie i itd. Miłego czytania 


Wyszłam z łazienki, poszłam do sypialni Dymitr już spał. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do.... Natalii. Włączyła się jej wiadomość głosowa nagraliśmy ją razem przed tym jak miała jechać do akademii.
N:Nie odbieram pewnie bo jestem z moją przyjaciółką Rose.
R: Tak i nie przeszkadzajcie nam.
Rozłączyłam się. Nie wiem dlaczego zadzwoniłam przecież jej... nie ma. Zobaczyłam  w kącie pokoju krzesło na którym, leżał miś dostałam go od Natali kiedy miałyśmy po 10 lat. Wzięłam go do ręki przytuliłam się do nie go.
-Moja tajemnica zostanie z nami do końca...
-Rose?-usłyszałam zaspany głos Dymitra.-Czemu nie śpisz?
-Właśnie miałam się kłaść.
-Chodź tu do mnie. -podeszłam z misiem do łóżka. Położyłam się obok niego.-Co się dzieje?
-Nic, jestem zmęczona. -Dymitr przytulił mnie do siebie. Momentalnie zasnęłam. Czułam się bezpieczna w jego ramionach. Ale nic to nie pomogło na koszmary. Znowu Dymitr mnie obudził w nocy.
-Rose znowu miałaś koszmar?
-Tak- strasznie sapałam ze strachu- śpij dalej.
-Dobranoc.-Poszłam do łazienki. Wyszeptałam sama do siebie: Znowu to się dzieje.
Weszłam jak najciszej do sypialni wzięłam walizkę ubrania i się spakowałam. Kiedy już miałam wychodzić zobaczyłam pierścionek od Dymitra. Zdjełam go z palca i zostawiłam na stole w jadalni. Wzięłam samochód i pojechałam na lotnisko. Na samolot nie musiałam czekać leciałam chyba z trzy godziny. Kiedy wylądowałam zadzwoniłam po znajomy strażników, którzy przyjechali po mnie byli z jakąś dziewczyną. Księżniczka Welissa.
-Wasza wysokość-ukłoniłam się jej.
-Proszę mów do mnie Lissa mam dość tego oficjalnego tonu. Słyszałam że masz być moją nową strażniczką.
-Tak?- Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?!
-Tak. A gdzie strażnik Bielikow?
-Jeszcze został.
-Wróciłaś wcześniej?
-Tak bo musiałam coś załatwić.
-Rozumiem. Mam nadzieje że zostaniemy przyjaciółkami.
-Ja też- Uśmiechnęłam się do niej i wsiadłyśmy do samochodu. Rozmawiałyśmy kiedy naglę coś uderzyliśmy. Leżałam cała zakrwawiona na ziemi. Już odpływałam kiedy naglę poczułam w sobie siłę. Naglę się zerwałam i zobaczyła Lisse leżącą obok i trzymała mnie za rękę. Co się właśnie stało?
Samochód był zniszczony ochroniarze leżeli nie żywi na ziemi. Lissa była nie przytomna chwyciłam po telefon i zadzwoniłam do Kirovej.
-Pomocy...-nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami. Obudziłam się w jakimś białym pokoju. Obok łóżka siedziała Lissa. 
-Co się dzieje?
-Byłaś nie przytomna przez tydzień.
-Ile?! Bielikow wie ?
-Nie, nikt mu nie mówił. Wiem że chcesz z nim nigdy nie rozmawiać.
-Skąd?
-Mam moc ducha. Uratowałam cię. Jesteśmy jakby połączone więzią. Ja odczuwam twoje uczucia a ty moje.
-O chuj...
-Wiem
-Muszę już stąd wyjść. Pójdziesz po wypis?
-Jasne.
-Nie każesz mi zostać jeszcze w łóżku ?
-Po co jeżeli wiem że i tak uciekniesz.
-Mam nadzieje że ta telepatia nie będzie trwać 24 na dobę.
-Nie będzie.-i wyszła z pokoju. Wstałam z łóżka i o dziwo miałam na sobie czyste ubrania.
Wypełniłam papiery i razem z Lissą poszłyśmy do jej komnaty.
-Radzę ci się pakować po jutrze wylatujemy do Europy.- powiedziała Lissa siadając na skórzanym krześle.
-Jak to?
-Musze na rok się tam przeprowadza. Jak ja to i ty.
-Pójdę się spakować.- skłamałam moja walizka była zapakowana cały czas. Zamiast pójść do swojego pokoju zapukałam w drzwi obok. Dymitr je otworzył. Patrzyliśmy sobie w oczy.-Mogę wejść? -przytakną głową i mnie przepuścił. Kiedy się odwróciłam się w jego stronę zaczął mnie całować. Dotarliśmy do łóżka. (Błagam nie chce mi się opisywać seksu.) Miałam już dziś jechać z Liss do Europy. Dymitr o niczym nie wiedział. Wiem że nie zasługuje na takie traktowanie ale nienawidzę się żegnać. Wzięłam do dłoni długopis i zaczęłam pisać na kartce.

Wiem że teraz zachowuje się jak jakaś gówniara, ale to nie zależało ode mnie. Muszę jechać do Europy z Lissą. Jestem jej strażniczką od miesięcy będę za tobą tęsknić. 
                                                                                           Rose
List położyłam pod jego drzwi od pokoju. Poszłam w stronę parkingu.

2 lata później. 
Wróciłam z Liss do akademii. Dostałam oddzielny dom od innych strażników. Jest prześliczny! Od razu padłam na łóżko i poszłam spać. Następnego dnia poszłam do Lissy była w królewskim spa. Wyszłam z Akademii dopiero o 13. Kiedy przechodziłam obok drzwi zobaczyłam  Dymitra. Po jego minie było widać że jest zszokowany i szczęśliwy.
-Roza . ..
-Hej Dymitr.
-Kiedy wróciła?  
-Wczoraj. Jak tam u ciebie?-szłam w kierunku swojego domu a Dymitr szedł za mną.
-Dobrze nie miałem pojęcia że wrócisz.
-Ja też...
-Mam nadzieje że znajdziesz na mnie chwile żeby ze mną porozmawiać . -Wtedy usłyszałam głos Lissy w mojej głowie:" powiedz tak"
-Jasne- Stanęliśmy przed drzwiami i Dymitr wyciągnął coś z kieszeni. Zbliżył twarz do mojego ucha i szepnął:
-To chyba twoje. Podał mi ten przedmiot do ręki i odszedł. Weszłam do środka i to był pierścionek, który dostałam od Dymitra na Hawajach. Poszłam do mojej sypialni. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać.
Znalazłam się znowu w białym pokoju i moja podświadomość stała przede mną.
-Co się znowu stało?
-Uważaj na Dymitra on coś knuje...
Nagle coś mnie obudziło. Słyszałam szepty.
-Rose... obudź się już późno.- otworzyłam oczy. Dymitr stał obok łóżka.
-Co jest?
-Musisz już iść do księżniczki.
-Dobra zaraz pójdę, ty możesz już iść. Dzięki że mnie obudziłeś.
-Do zobaczenia.
-Pa- Dymitr wyszedł z pokoju, w szoku co powiedziałam. Pobiegłam do łazienki i się ogarnełam.
Pobiegłam do Akademii i kierowałam się w stronę komnaty Lissy. Weszłam bez pukanie.  Ona jeszcze spała. 
-Lissy obudź się masz ważne sprawy do załatwienia.-Usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je i zgadnijcie kto tam był. 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 10

Kiedy Dymitr się obudził dałam mu całusa i poszedł do swojego pokoju.  Jak się ogarnęłam. Położyłam sie jeszcze chwile bo się źle poczułam. Pewnie to przez pogodę. Drzwi od pokoju sie otworzył i przez nie wszedł Dymitr. Uśmiechnąłam się do niego on podszedł do mnie.
-Jak się czujesz jesteś trochę blada.
-Nic mi nie jest tylko mi słabo to przez pogodę.
-Jedziemy?
-Jedziemy - Uśmiechnąłam się do niego i wstałam z łóżka. Strasznie mnie głowa bolała.- Dymitr pójdziesz po samochód?
-Jasne. Zachwile zejdź na dół.
-Okey.- Dymirt wyszedł z pokoju. Podeszłam do mojej torebki i wzięłam obojętne leki nie patrzyłam na etykiety. Trochę się lepiej poczułam. Wzięłam torebkę i w ciągu chwili byłam już przed wejściem do Akademi. Dymitr podjechał samochodem i wsiadłam do niego. Zapiełam pas, Dymitr ruszył. Zamknęłam oczy, bo głowa nadal mnie bolała ale nie w takim stomniu jak wcześniej. Dymitr to zauważył.
-Rose, wszystko okey?
-Tak tylko mnie troche głowa boli. Za ilę będziemy na miejscu?
-Za chwilę.-Miałam nadal zamknięte oczy. Zasnęłam. Dymitr po chwili mnie obudził-Rose jak się źle czujesz wrócimy do Akademi. 
-Nie jest już dobrze. - Popatrzyłam przez okno i byliśmy na lotnisku. -Dymitr powiesz mi o tej niespodziance?
-Lecimy na wakacje. 
-Jak ja nawet nie mam spakowanych ubrani i wogulę. 
-O wyszystkim pomyślałem. Nasze waliski są w bagażniku. 
-Kiedy ty to wszystko zaplanowałeś?
-To moja mała tajemnica.-Uśmiechnął się. -Ty idź do samolotu a ja za pakuje bagaże. 
-Okey - wyszłam z samochodu, strasznie się czułam. Po chwili byłam już w samolocie. Usiadłam w fotelu i zasnęłam. Nie wiem co się dzieje bo cały czas śpię. Obudziłam się w ramionach Dymitra.
-Co jest?
-Dobrze się czujesz?
-Tak a co?
-Przespałaś cały lot i dojazd tutaj.
-Może to przez te leki co wzięłam. 
-Jakie?
-Nie pamiętam. -Czarno zrobiło mi się przed oczami. Zasnęłam. Obudziłam się w wielkim łóżku. -Dymitr! -Zaczęłam go wołać nie przyszedł. Wstałam z łóżka i podeszlam do drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam wielki schody prowadzące na dół. Zeszam po nich i zobaczyłam wielki salon. Dymitr siedział na kanapie przezd telewizorem. Usiadłam obok niego.
-Już nie śpisz?  
-Nie ,spałam dłuższy czas. 
-Możesz mi powiedzieć co robią w twojej torebce silne leki uspakajające? -wyczuwam złość w jego głosie. 
-Lekarz mi je dał po tym jak mnie wypisali ze szpitala. 
-Dlaczego je wziełaś?
-Pomyliłam je z przeciw bólowymi. Co robiłeś kiedy spałam? 
-Rozpakowałem walizki, zrobiłem zakupy w sklepie nie daleko, zacząłem oglądać film.
-Dlaczego zabrałeś mnie na wakacje? 
-Bo widziałem jak nie dawałaś sobie rady z tą sytuacją. Powiedziałaś że zaczniesz żyć, wiec cie tu zabrałem.
-Dziękuję wspaniały jesteś. -przytuliłam się do niego. -A gdzie my jesteśmy? 
-Na Hawajach. -Wstałam z sofy i podeszlam do wielkich szklanych drzwi. Widziałam prze piękną plażę. Nie wyobrażałam sobie że Dymitr mnie tu zabierze. Byłam tu rok temu , nic się nie zmieniło. Nagle poczuła jak ręce Dymitra znajdują się na mojej tali. 
-Dlaczego nic nie jest proste? -zapytałam się go. 
-Nie wiem.
-Idź się lepiej polurz pewnie w ogóle nie spałeś.
-Masz racje.-Dymitr odszedł od de mnie i poszedł na górę. Ja postanowiłam przejść się na plażę. Wyszłam na zewnątrz przed domem była odrazu plaża. Przypomniała mi się ta sytuacja jak moja podświadomość pokazała mi że będę szczęśliwa z Dymitrem. Ale los może sie zmnienić przecież to była moja podświadomość a ja zawsze się mylę. Zapomniałam zapytać się Dymitra ile tu będziemy. Wróciłam do domu. Weszłam do kuchni i zrobiłam sobie jajecznice. Bardzo długo nie jadłam. Posprzątałam i poszłam na górę. Wyszłam cicho do sypialni. Położyłam sie obok niego. Od razu mnie objął. Leżałam z nim i nic nie robiłam. Zaczęłam myśleć o tym że Kierova nas wypuściła coś nie wierze, myślę że Dymitra wysłała go na zwiady. Szybko wstałam, miałam gdzieś czy się obudzi szybko wyszłam z pokoju. Zamknęłam się w łazience która była obok sypialni. 
Pukanie do drzwi słyszę. 
-Rose? Wszystko dobrze? 
-Tak tylko się źle poczułam. Nie przejmuj się. -Wstałam i oparłam się o umywalkę umyłam twarz. Musze się dowiedzieć co planuje - pomyślałam. Wyszłam z łazienki, Dymitr stał przed drzwiami. Super i teraz będzie mi truł dupe.
-Co się dzieje? 
-Nic tylko się źle poczułam. 
-Chodź na dół pogadamy telewizję. -Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę. Zeszliśmy na dół trzymając a ręce. Nagle zadzwonił telefon komórkowy Dymitra, wyją go z kieszeni. 
-Halo?- Ciekawe kto do niego dzwoni? - Hej mamo.... jestem na wakacjach.... co?... ale to nie możliwe on jest w Akademi... później zadzwonię.... okay pa.
-Kto to?
-Moja matka, twierdzi że spaliłaś znowu dom.
-Czyj?
-Swój. - Co?! Przecież to nie możliwe. Kto podpalił mój dom? Pościłam rękę Dymitra. -Rose... 
-Daj mi na razie spokoju. -Pobiegłam do sypialni. Usiadłam na Mam dość tego wszystko się pogorszyło. Ja już nie wiem komu ufać. To wszystko mnie przerosło. Najlepiej byłoby siedzieć w domu. Nie dam za wygraną Stefanowi bo wiem że on wszystko zniszczył. Zeszłam na dół do Dymitra siedział na kanapie. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach i się w niego wtuliłam.
-Ja wiem że ciężko ci, ale jesteśmy na wakacjach i powinnaś się cieszyć.
-Nie chce tu być. 
-Dlaczego? 
-Nie wiem. Może dlatego że mój rodzinny dom spłonął. Nic mi nie zostało. -Lza zaczęła mi spływać po policzku. Dymitr otar mój policzek kciukiem.
-Kocham Cię i nikt cię nie skrzywdzi.-pocałowałam go namiętnie. W tym czasie on wyjął małe pudełko. Dał mi do ręki. Kiedy się od niego oderwałam otworzyłam pudełko. Był tam pierścionek. Co?! O nie...
-To nie zaręczynowy. 
-Jest śliczny.-przytuliłam sie do niego.
-To drobiazg.
-Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił. 
-Wiem.
-Co robimy?
-A na co masz ochotę?
-Po gadamy TV?
-Dobrze.-Chciałam zejść z jego kolan ale mi nie pozwolił- gdzie się wybierasz?
-Chciałam usiądź obok.
-Ale tak mi wygodnie.
-Niech ci będzie. 
Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 
Zobaczyłam siebie... znowu.
-Co się stało? 
-Jesteś w niebezpieczeństwie.
-Jak całe życie... 
Nagle obudziły mnie coś na szyji. Dymitr mnie całował po niej.
-Hm?
-Pora się umyć i iść spać. 
-Już idę...znowu ci to zrobiłam? 
-Co?
-Zasnęłam przy oglądaniu telewizji.
-Nic się nie stało. 
-Dobra ja idę się myć. 


Wiem że dawno nie było rozdziału ale mam nadzieje że znajdę czas na blogi i życzę miłego czytania.  Pozdrawiam  Natinek.

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 8

Kolejny rozdział, sory za błędy. Pozdrawiam Natinek



Wróciłam do  pokoju. 
-Natalia nie uwierzysz co ci załatwiłam
-Co takiego?
-Będziesz miała przez miesiąc zajęcia z Dymitrem.
-Serio?
-No.-podeszła do mnie i przytuliła.
-Dziękuje.
-Masz zamiar kiedyś powiedzieć o swoim darze?
-No kiedyś będę musiała ale nie w tym roku.
-Dużo strażników chciało by być na twoim miejscu.
-Nie jeżeli by się dowiedzieli jakie to konsekwencje za sobą ciągnie.
-Masz racje. Coś cię łączy z Dymitrem?
-Tylko nienawiść do niego.
-Dlaczego?
-Myślę że on ma jakieś zadanie związane zemną i chce się dowiedzieć jakie. Jak będzie o mnie pytał  to powiedz mu że jak chce sie o mnie coś dowiedzieć to sama powiem.
-Wiesz co dochodzi ósma a ja muszę iść spać.
-To do zobaczenia jutro.
-Pa.-Natalia wyszła.  Niewiedziałam co zrobić zaczęło mi się nudzić. Na szczęście miałam pokój na parterze i mogłam wyjść przez okno. Podeszłam do okna i popatrzyłam przez nie na przeciwko rozciągał się wielki las. Wziełam z torebki sztylet i telefon. Otworzyłam okno i przeznie wyszłam. Udałam się do lasu. Pochodziłam sobie po nim nagle usłyszałam trzask łamiących sie patyków. Chwyciłam szybko kołek i nagle usłyszałam znajomy głos.
-Rose, to tylko ja.- Znowu on...
-Dymitr czy ty mnie śledzisz? 
-Nie, skąd ci to przyszło do głowy
-Nie wiem może dlatego że odkąd spotkaliśmy się w lesie na wsi to cały czas jesteś obok mnie.
-Przypadek.
-Co ty tu robisz?
-Mam warte w lesie.
-Tak bo ja ci uwierze.
-Uspokój się i schowaj ten kołek.- Schowałam kołek do tylnej kieszeni spodni.-A ty co ty robisz?
-Stoję nie widać?
-Bardzo śmieszne dlaczego jesteś tak bezczelna 
-Bo mogę.
-Rose co ja ci takiego zrobiłem?
-Ja po prostu już żałuje że cię poznałam
-Dlaczego?
-Bo już wiem że nie mogę bez ciebie żyć!-popłakałam się i odeszłam od niego jak najszybciej.
-Rose!!-Wołał mnie a ja zaczełam biedz, kiedy wyszłam do swojego pokoju przez okno. Zamknełam drzwi na klucz i położyłam się zapłakana na łóżku. To znowu się dzieje- pomyślałam. Zasnełąm.
Następnego dnia obudziłam się o 12. Nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Znowu zrobiłam cholerny błąd że wogule dałam się zapoznać z nim. Na telefonie zobaczyłam że jest czwartek. Trzy dni spałam? Wstałam i się umyłam i ubrałam w czarne ubrania. Dziś rocznica śmierci Jonathana. Wziełam moją torbę i wyszłam przez okno. Skierowałam się w strone bramy. Wyjełam telefon i napisałam do Natali sms'a:
R:Jast ok. Dar mnie wykończył,przespałam trzy dni i ide na miasto. Poszukam jakiegoś parku. Do zobaczenia.
N: Dymitr o ciebie się martwił.
R: Ale mu nie powiedziałaś o tym.
N: Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. ;)
R: O co Dymitr pytał?
N: Gdzie jesteś bo od dwóch dni nie mógł cie znaleść i o twoją przesłość.
R: Wiedziałam że o to zapyta. Jak tam treningi z nim.
N: Jest strasznie wymagający, wszystko mnie boli.
R:Ja kończe, wieczorem się spotkamy.
N: Jak wyszłaś że nie spotkałaś Dymitra?
R;Wyszłam przez okno :D
Schowałam telefon do torby i ruszyłam przed siebie. Miałam nadzieję że Dymitr nie będzie miał straży przy wejściu. Kurwa czemu ja?-pomyślałam. Przy bramie stał Dymitr.
-Hathawey gdzie się wybierasz?
-Nie twój interes.
-Wiesz że jako strażnik musisz pracować. 
-Nie mam żadnej straży i wynieram się... na spacer.
-Na spacer?
-Tak.
-To czemu nie pujdziesz do ogrodu botanicznego na terenie dworu? 
-Mam uczulenie na pewien kwiat. 
-Aha .
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.-Miałam już pójść ale się zatrzymałam. 
-Dymitr nie bierz tego do siebie co powiedziałam to było z przypływu emocji.
-Jakoś ci nie wierze - uśmiechną sie do mnie. Jeju ale on mam przepiękny uśmiech. Odwrocilam sie iodeszłam od niego poszłam w stronę mojego okna. Podeszłam kawałek i rozejrzałam sie czy nikogo nie ma w pobliżu. Jak się upewniłam pobiegłam w stronę lasu. 
Dymitr:
Rose od demnie odeszła i poszła w strone budynku. Cały czas na nią patrzyłem. Nagle się zatrzymała i pobiegła w stronę lasu?
-Co ona wyprawia?
Poszlem w jej stronę. Śledziłem ją ona doszła do łąki i zatrzymała się. Upadła na kolana i zaczęła płakać. Chciałem zobaczyć co zrobi. Wyjęła z torby zdjęcie jakiegoś chłopaka. I powiedziała do zdjęcia:
-Przepraszam cie to wszystko moja wina. Gdyby nie ja to byś tu był. -Nie wytrzymałem jej smutku.
-Rose? Wszystko w porządku? 
-Tak.
-Nie sądzę. -podeszłem powoli do niej i usiadłem obok niej. -Kto to?
-Jonathan. 
-Twój chłopak? 
-Nie, to był mój brat bliźniak, umarł ratując mnie.
-Co się wtedy stało? 
-Nie mogę ci powiedzieć. 
-Możesz mi ufać. 
-Na zaufanie trzeba zapracować. 
-Mam być z tobą szczery?- pokiwala głową. -Chciałem żebyś tu przyjechała bo poprostu... zakochałem się w tobie Rose.
Nic nie mówiła. Patrzyła się na zdj brata. Podniosłem się i powoli odchodziłem od niej chciałem jej dać trochę czasu. Nagle usłyszałem jej głos. 
-Ja nie wiem czy coś z tego będzie. Boje się że mnie zranisz.
-Nigdy bym cię nie zranił. -Powoli wstała i popatrzyła na mnie. 
-Jesteś pewien?
-Ja nigdy nie zraniłem osoby na jakiej mi zależało. Nie potrafił bym
-A ja tak i niechce zranić ciebie. 
-W jaki sposób mogłabyś mnie zranić ? -Nie odezwała sie. Podeszłem do niej bliżej. Ona a była załamana  widać to było. -Rose nigdy cię nie zranie obiecuję. -Ona podeszła i się do mnie przytuliła. Odeszła kawałek od demnie. 
-Idź przecież masz dyżur przy branie.-Popatrzyłem na zegarek na moim nadgarstku. 
-Która się skończyła pięć minut temu.
-Wiesz co? Ja idę do Natali. 
-Nie możesz bo za piętnaście minut mam z nią trening. 
-To ide do swojego pokoju. 
-Pozwolisz że odprowadze cie pod okno-On się zaśmiała pod nosem.
-Okey.  
Kiedy dotarliśmy do jej okna. Weszła przez nie i powiedziała:
-Do zobaczenia. 
-Do zobaczenia.
Rose:
Zamknęłam okno i usłyszałam że ktoś puka w drzwi o tworzyła i moim oczom ukazał się były chłopak Stefan.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 9

Hej mam nadzieje że się spodoba i nie sprawdzałam błędów więc sorki. Pozdarawiam Natinek ♥



-Hej Rose.Myślałaś że cie nie znajdę?
-Stefan?
-A któż inny.
-Czego ty ode mnie chcesz?
-Podziękować ci
-Za co?
-Dzięki tobie mam najlepszego wojownika strzyge na świecie.
-Nie wiem oczym mówisz, ale stąd znikaj!
-Wiesz ze byłaś połączona ze swoim bratem?
-Wiem matka mi powiedział.
-A wiesz jeżeli by Jonathan naprawdę umarł to ty byś nie żyła?
-Dla mnie jest nie żywy i koniec. A teraz znikaj z mojego życia raz na zawsze.
-Wiesz dlaczego jesteś niezniszczalna? -
-Czego chcesz?
-Wróć do mnie, byliśmy tacy szczęśliwi.
-Chciałeś mnie wykorzystać, nigdy bym do ciebie nie wróciła i daj mi spokój!
-Pamietaj twoje życie jest w moich rękach. Możesz nawet dziś umrzeć.
-Jeżeli dotknkesz mojego brata...
-To co? -Zauważyłam Dymitra.
-Dymitr jak długo tu stoisz?
-Ups... chyba powiedziałem za dużo. -Odezwał się chamsko Stefan.-To ja znikam.- Stefan wyparował w powietrzu a Dymitr patrzył na mnie.
-Możesz mi to wszystko wytłumaczyć.
-Przepraszam. -Kiedy to wypowiadałam łzy mi pociekły. Zamknęłam drzwi przed Dymitrem. Nagle zrobiło mi się słabo i upadłam.
-Rose. Mi możesz zaufać. Nie pozwolę żeby ten drań cie skrzywdził. -usłyszałam głos Dymitra za drzwiami. Popatrzyłam na swoją rękę miałam ranę cientą na żyłach krew szybko spływała.
-Za późno on...-przy wolnym traceniu przytomności słyszałam cały czas Dymitra.
-Rose, Rose... proszę nie zostawiaj mnie.... blagam cie. - i zapada ciemność. Obudziłam się. Leżałam w jakimś pomieszczeniu. Przedemną siedział Dymitr.
-Co się stało? -próbowałam się podnieść ale Dymitr mi na to nie pozwolił.
-Musisz leżeć Rose.
-Nic mi nie jest, poprostu jestem w szoku.
-Możesz mi powiedzieć kim był ten gość?
-Moim byłym. Jest szefem Strzyg.
-Możesz wyjaśnić co się stało w twojej przeszłości?
-Mój ojciec był Strzygą. Jak ja i Jonathan się urodziliśmy mieliśmy dary. On był niezniszczalny jak strzyga. A  ja miałam szybkość i zwinność  w walce. Jak miałam 10 lat poszłam sama do lasu. Zaatakowała mnie strzyga, wypiła większość mojej krwi. Kiedy mnie znaleźli odrazu zawieźli nas do szamana. On połączył mnie i Jonathana więzią. Nie miałam szans przeżyć i Jonathan o tym wiedział. Wymkną się z domu i zamnienił się w strzygą. Ocalił mnie.
-Czemu się bałaś o tym powiedzieć?
-Bo byście mnie zabili jakbyście się dowiedzieli że jestem pół Strzygą/
-Nie dopóściłbym do tego. Ostatnie pytanie. Dlaczego nie było cie dwa dni?
-Spałam.
-Dwa dni?
-Tak po tym ataku strzyg byłam wyczerpana. Strzygi piją krew żeby się naładować a ja śpie po pare godzin.
-Boję się o ciebie Rose.- Dymitr złapał mnie za rękę
-Nic mi nie będzie. Stefan nie dopuści żeby jego najlepszy żołnierz umarł.
-Żołnierz?
-Tak, on jest jak król a oni są jego żołnierzykami.
-Można odczarowac tą więź? 
-Tak. 
-To czemu tego wcześniej nie zrobiłaś? 
-Bo... wtedy bym musiała zabić ostatnią osobę z mojej rodziny.
-Jakby był jakiś inny sposób. -Znowu dopadł mnie ból na plecach. Zasyczałam z bólu-co jest? 
-nic, nic... to tylko skurcz. 
-Nie sądzę. 
-Przyniesiesz mi wody?
-Zaraz będę- szybko wyszedł z pokoju ,ja wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Zobaczyłam się w lustrze całą koszulka w krwi.
-No japierdole- szybko zajęłam koszulkę i popatrzyłam na plecy tam gdzie niedawnk była wielka blizna to jest jeszcze większa rana otwarta. -On chce mnie wykończyć. 
Podeszłam szybko do szawki wyjęłam apteczke. Co ja mam do kurwy nędzy z tym zrobić? -pomyślałam.  Usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. 
-Dymitr szybko. -Dymitr odrazu by podbiegł,  a ten ktoś jakby spacerował. Na wprost mnie stan Jonathan. Byłam w szoku i w staniku założyłam na siebie zakrwawioną koszulkę. On patrzyl sie  na mnie swoim czerwonymi oczami. Pierwszy raz bałam się strzygi.
-Witaj siostrzyczko. 
-Co ty tu robisz? 
-Już sześć lat się nie widzieliśmy. 
-Stefan cie przysłał. 
-Nie sam tu przyszedłem. 
-Ale nie możesz wejść do akademi przecież jesteś strzyga. 
-A no tak zapomniałem. -wziął rękę do oka i zdjął soczewkę? 
-Skąd mam mieć pewność że to nie pułapka? 
-Bo nie mam broni i nie jestem strzygą - Wyciągnął ręce, ja nie byłam pewna czy podejść - Obiecuje że ci nic nie zrobię. -Podeszłam bliżej a on mnie przytulił. 
-Co oni ci zrobili?
-Nic jestem cały i zdrowy.
-Jakoś ci nie wierze, mam na plecach wielką krwawiącą rane i prawie sie wykrwawiałam. A ty nic nie masz?
-Nie. Odrazu się goi.
-Umnie tak nie ma.
-Czego od ciebie chcą? 
-Powiedzieli że jesteś z nimi i się przyłączyłem.
-Oni wiedzą że nie jesteś strzygą. 
-Nie,
- to zostań tu zapisz się do akademi.
-Nie wole najpierw spotkać się z rodzicami
-Rodzice nie żyją już rok.
-Co się stało? 
-Mieliśmy wypadek. Tylko ja przeżyłam, byłam pół roku w śpiączce. Jak to się stało że jesteś Dampirem? 
-Nigdy nie byłem strzygą. 
-To jak... przeżyłam? 
-Poszedłem do szamana i poprosiłem żeby cię ocalił. A ja za to mósiałem zostać u niego do szesnastego roku życia.
-Dziękuje ci za to. Myślałam że się zmieniłeś w Strzygę.
-Nie aż  tak szalony nie jestem.-Obudwoje się  zaśmialiśmy. Gwałtownie  do pokoju  wszedł Dymitr,  był  zdziwiony  że  widzi jakiegoś  faceta w moim pokoju.
-Dymitr to mój  brat Jonathan. Nie jest  strzygą,  wszystko mi opowiedział.
-Zostancie tu i nie wychodzicie z pokoju.
-Co się  dzieje?
-Strzygi.-Dymitr  wybiegł  szybko z pokoju  a ja podbiegłam do okna. Wielu strażników  poległo. Kiedy zobaczyłam  Dymitra on byłamie odrazu  otoczony przez strzygi. Byłam  pewna że  przegra i skoczyłam za okno z srebrnym kołkiem i nagle wszystkie strzygi zaczęły  biec w moją  stronę. Zapomniałam  że  jestem cała  w krwi i pomyślałam :Już po mnie.
Strzygi przygwoździły mnie do ziemi. Nie mogłam  się  nawet szarpać bo był  za silne. Nagle  usłyszałam głos Dymitra.
-Rose! Zostawcie ją!-Dymitr ruszył  na Strzygi z innymi strażnikami. Dość  szybko  uporali się  ze strzygami ale jedna zdołała  napić  się mojej krwi. Dymitr wziął  mnie na ręce.
-Wytszymaj jeszcze trochę.  Nie zasypiaj.
-Mówisz jakbym miała  umrzeć. Przepraszam.
-Nie  przepraszaj.
-Wiem że  w głębi duszy  jesteś  na mnie  zły  bo cię  nie posłuchałam.
-To nie jest ważne.
-Ważne dla mnie powinieneś być wobec mnie szczery.
-Jestem na ciebie zły bo mnie nie posłuchałaś i zakrwawiona wyszłaś do strzyg.
-Nie mogłeś odrazu?
-Nie żartuj w tej chwili. Przez twoją głupote mógł zginąć twój brat i ja na serio o tym nie pomyślałaś.
-Chciałam ci pomódz bo widziałam że nie dajesz sobie rady.
-Inni by mi pomogli nie musiałaś się narażać.
- Kogo próbujesz oszykać? Widziałam przecież że większość strażników leżała nie żywa, a inni walczyli. Nie ma za co.
-Jestem nadal na ciebie zły. Dlaczego nie sznujesz swojego życia?
-Zmnieńmy temat.
-Dobrze.
-sądze że nie mam już wiezi z bratem.
-Jak to?
-Bo ja mam rany które mowinny się goić a tak się niedzieje. Więź musiała zostać przerwana jak Stefan do mnie przyszedł.
-A jak wytłumaczysz tę rany?-Dymitr zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku.
-Jak mieliśmy wypadek to nadzialam się na coś ostrego ale rana się odrazu zagoiła ale zapadłam w śpiączke na pół roku. Kiedy się wybudziłam powiedzieli mi o śmierci rodziców nie wiedziałam co zrobić i jak wypisali mnie ze szpitala pojechałam do domu i podciełam sobie żyły, ale się goiło a teraz chyba to się powtarza.-było mi coraz słabiej. Dymitr rozpływał mi się w oczach.
-Rose. Wytrzymaj.
-Sorry może się spotkamy w innym życiu.
-Nie wygłupiaj się. Nie zasypiaj.
-Taki los.
-Piepszyć los! Nie zasypiaj.
-Ups...- To ostatnie co pamiętam związane z Dymitrem i resztą życia. Widzę przed sobą w świetle jakąś dziewczyne.Byłyśmy w wielkim białym pokoju. Byłam zdezoriętowana. Nie widziałam jej twarzy.
-Kim jesteś?
-Tobą.-podeszłam bliżej.Wyglądała indentyko jak ja
-Mam jeszcze jednego bliźniaka?- ona zaśmiała pod nose i powiedziała:
-Nie jestem twoją bliźniaczką, jestem twoją podświadomością.
-Możesz wyjaśnić co ja tu robie?
-Masz wybór.
-Jaki?
-Życie albo śmierć. Musisz zdecydować.
-Ja nie wiem co.
-Może pokaże ci jak będzieci wyglądać życie po śmierci..- pokazała mi jakąś dziewczyne... była prostytutką. - A teraz jak wyglądać będzie twoje życie jak przeżyjesz.- Zobaczyłam piękny dom na plaży i Dymitra trzymająceg mnie za ręke. Potem dostrzegam pierścinek na moim palcu.- A teraz w teraźniejszość- leżałam na łóżku szpitalnym i byłam podłączona do aparatury. Obok łóżka siedział Dymitr i wyglądał na załamanego. Wróciłam do białego pomieszczenia.
-Jeżeli ty jesteś moją podświadomością to czym ja jestem?
-Duszą.
-Aha... to wiele wyjaśnia. Jeżeli niczego nie wybiore?
-To utkniesz tu na dobre i przez całą wietrzność będziesz żałować swojej decyzji.
-Dobry argument.
-To co wybierasz?
-Pokazałaś mi że jak przeżyje to będe szczęśliwa.
-Będziesz.Tylko nie teraz.
-A kiedy? Jak mam pokonać zło?
-My już wiemy jaka jesteś uparta.
-I to zniszczy Stefana?
-Tak.
-Wybieram życie- nagle wszystko znikneło. Jakbym zasneła. Otworzyłam oczy i znalazłam się na łóżku w szpitalu Dymitr siedział obok mnie. Zerwał się i nachlił się nade mną. 
-Wiecej czegoś takiego nie rób i omal...-Pocałowałam go bo już miałam dość jego gadania. On odwzjemnił pocałunek. Odsuną się ode mnie. Był w wyraźnym szoku. 
-To.. ile już tu leżę?
-Miesiąc
-Ile?! Co się działo między czasie? 
-Ani jedna strzyga nie zaatakowała. A twój brat...
-Co z nim?
-Znikną od tam tego ataku strzyg.-Poprostu nie docierała do mnie ta infornacja. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
-Jak tam zajęcia z Natalią? - musiałam zmnienić temat.
-Rose... nie wiem jak ci to powiedzieć....ona....
-Dymitr coś dobrego...-on pokręcił przecząco głową-... co do cholery się stało?!
-Nie żyje strzygi ją zabiły kiedy atakowały szkole. - Mój świat się załamał. Poprostu nie wiedziałam co zrobić. Wszystko się rozpadło. Nic nie powiedziałam byłam załamana Dymitr coś jeszcze mówił ale ja go nie słuchałam. Odwróciłam się na bok i leżałam nie dopuszczając do siebie ani jednej myśli.  Wyłączyłam się. Nie miałam ochoty dłużej ciągnąć tego życia. Nie miałam sił. 
2 tygodnie później:
Wypisano mnie z szpitala. Za oknem było ciemno. Leżałam w swoim łóżku próbowałam zasnąć. Kiedy sen nadszedł. Widziałam Natalie zabijaną przez strzyge. Ten sen śni mi się co noc po przebudzeniu.
Dymitr:
Obudził mnie krzyk Rose znowu. Potym jak się prze budziła z śpiączki ma koszmary w nocy a za dnia wogule się nie odzywa. Pobiegłem do jej pokoju. Bylem już przy łóżku. Potrząsałem ją lekko.
-Rose. Obudzi się. - Szybko się obudziła i odrazu usiadła. Wiedziałem że i tak się nie odezwie to zacząłem kierować się do drzwi. Nagle usłyszałem jej piękny głos. 
-Dymitr zostaniesz ze mną? -Od wróciłem się do niej
-Jasne.- podeszłem do łóżka i się położyłem obok niej.
Rose.
Dymitr położył się obok mnie ja położyłam glowe na jego klatce piersiowej. Potrzebowałam bliskiej mi osoby a nikt inny mi nie został. Jak przejdę żałobę może coś będzie mną a Dymitrem. Myślę że Dymitr powinien znaleść sobie kogoś w swoim wieku. Założyć rodzinę. Wyszeptałam:
-Co jest między nami?
-Rose wiesz że ja ciebie kocham i martwie się o ciebie. Nic nie mówisz nie jesz. Wiem że śmierć Natali cie wstrząsnęła ale powinnaś żyć dalej.
-Myślałeś nad tym żeby znaleść sobie kogoś w swoim wieku?
-Wiek to tylko liczby. A moje serce jest twoje. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. 
-Ja też Cię Kocham. - Usiadłam i go czułe pocałowałam on odwzjemnił pocałunek. Całowaliśmy się coraz namiętniej nie wiem ile to nam zajęło ale miałam wrażenie że godziny. Kiedy prze staliśmy, położyliśmy się. Dymitr objął mnie w tali i przesunął do siebie. Stefan nigdy nie był taki czuły, jak Dymitr. Z Dymitrem mogę mieć lepszą przyszłość, albo i nie. Zasnęłam w jego objęciach.
Ten sam koszmar. Dymitr odrazu mnie obudził. Byłam przerażona i zalana potem
-Już spokojnie. Jesteś bezpieczna.
-To wszystko przez zemnie. Gdybym nie odeszła od Stefana to by nie próbował mnie zabić, a Natalia by nadal żyła. 
-Rose nie możesz siebie za to obwiniać.To nie twoja wina.
-To dlaczego mam wyrzuty sumienia? 
-Jesteś w żałobie, i tylko się tym smucisz. Powinnaś żyć dalej Natalia by tego dla ciebie chciała. 
-Co mam teraz zrobić? Ktoś usiłuje mnie zabić. - byłam bezbronna, łzy piekły mnie w oczy. Chciała bym żebym to ja nie żyła a nie Natalia. Dymitr pocałował mnie w policzek i wyszeptał mi do ucha. 
-Jutro cie gdzieś zabiorę. 
-Gdzie?
-To niespodzianka. 
-Nie mogę się doczekać. -On pocałował mnie w usta i powiedział:
-Śpij już przy mnie jesteś bezpieczna. 
Zasnęłam w objęciach Dymitra. Obudziłam  się  rano Dymitr  jeszcze spał  patrzyłam  na niego. Słodko wygląda jak śpi. Nie chciało  mi  wstawać  więc  czekałam  aż się obudzi. Chciałam żeby tak było codziennie. 

























niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 7

Kolejny rozdział :) Sory za błędy :D





Popatrzyliśmy się na siebie, on nie wiedział co powiedzieć. Ja bez słowa ruszyłam do przodu a on za mną szedł.  Po chwili staną i pokazał palcem pokój 345 i powiedział:
-To twój pokój.
-Dzięki. -Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. W pokoju była moja walizka i torba. Położyłam sie na łóżku. Poczułam ból na plecach, podeszłam do wielkiego lustra i podciągnęłam bluzkę.  Zobaczyłam duże znamie którego wczesniej  nie miałam.  Poszłam się rozpakować, kiedy skończyłam wyjęłam telefon z torby i zadzwoniłam do przyjaciółki.
-Halo?
-Rose?! Nic ci nie jest? Był alarm myślałam że cie porwały strzygi...
-Nie nic mi nie jest. Tylko byś mogła do mnie przyjść?
-Ta jasne gdzie jesteś?
-W swoim pokoju numer 345.
-Dziewczyno ale ty masz szczęście masz pokuj przy Dymitrze.
-I co z tego?-No pięknie i jeszcze ma pokoju obok mnie, ja mam już go dość.
-Masz pokuj przy najbardziej sexsownym strażniku ever.
-To przyjdziesz?
-Jasne za 5 min będę.
-ok - Rozłączyłam się przypomniało mi się jaka ona jest denerwująca. Ja za niedługo tu pierdolca dostane.
Dymitr:
Kiedy odprowadziłem Rose do jej pokoju wróciłem do Pani dyrektor.
-Co o niej wiesz.
-Nic nie wspominała o swojej przeszłości, wiem tylko że jej rodzice umarli.
-Ale skąd ona ma takie doświadczenie?
-Nie wiem i ona nie chce mi powiedzieć.
-To musisz się lepiej z nią zapoznać od teraz jesteś jej mentorem.
Rose:
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Byłam pewna że to Natalia ale przed de mną stał Dymitr. Czy on da mi spokój?
-Czego?
-Rose nie odzywaj się tak do mentora.
-Mentora?! Sobie jaja robisz?
-Nie, tak mnie do ciebie przydzielono.
-Aaa ty nie wiesz nowych wieści... ja nie potrzebuje mentora bo jestem już strażnikiem.  Chyba byłeś przy tej rozmowie z dyrektor. Lepiej żebyś poszedł sobie.
-Czemu tak wobec mnie zachowujesz?
-Bo popełniłam błąd związany z tobą i mam cię dość.
Zauważyłam Natalie za Dymitrem.
-Już jesteś, wchodź- Natalia weszła do mojego pokoju a ja zatrzasnęłam drzwi przed nosem Dymitra.
-Nie mogę uwierzyć że tu jesteś.
-Ja też.-podeszłam i ją przytuliłam 
-Dlaczego byłaś tak nie miła dla Dymitra i dlaczego masz pokój w sektoże dla strażników?!
-On mnie sprowadził i przy alarmie zabiłam z 30 strzyg sama i tu jestem.
-A powiedziałaś mu dlaczego jesteś taka dobra?
-Nie i ty też ani słowa.
-Okey. Jak sobie radzisz po stracie rodziców?
-Wcześniej nie dawałam sobie rady a teraz jest lepiej.
-Jestem zła na siebie że nie byłam przy tobie.
-Ja wiem że nie mogłaś przyjechać, moja sąsiadka pomogła mi się ogarnąć i zacząć od nowa.
-Ta wredna suka?!
-No sama nie dowierzałam 
-A ogólnie jak się czujesz? 
-Nie mam siły już z tym wszystkim 
-Chodzi ci o twój dar?
-Tak, muszę odpocząć.- usiadłyśmy na łóżku
-I co bedziesz tu robić?
-Sama nie wiem chyba będe wystawiana na pierwszy ogień jeżeli strzygi zaatakują.
-Pewnie nie jeżeli sie dowiedzą że masz pewną wade tego nie zrobią.
-Natalia nikt nie może sie o tym dowiedzieć.
-Dobra rozumiem.
-A jak tam u ciebie? 
-Poznałam faceta i...
-i...
-Wyjechał na drugi koniec świata.-Widziałam że zaraz się rozryczy.
-Wiesz co ty tu siedz a ja zaraz wracam.
-Dobrze.
Wyszłam z pokoju i zamknełam za sobą drzwi. Zapukałam do drzwi obok. Dymitr mi otworzył, najwidoczniej był zaskoczony że do niego przyszłam.
-Coś się stało?
-Tak musisz wybrać Natalie na Twojego ucznia.
-Niby dlaczego?
-Bo cię proszę jest najsłabsza i potrzebuje pomocy, a ja nie mogę.
-Dlaczego?
-To już nie twoja sprawa.
-Po tym jak byłaś dla mnie nie miła mam ci pomuc?
-Tak, chociaż przez miesiąc, pomóżon jej nadrobić zaległości.
-Dobrze pomogę jej, a co ty będziesz robić przez ten czas?
-To już nie twój interes. 
-Ej może  pójdziemy na jakąś kolacje czy coś?
-Nie mogę mam pare spraw do załatwienia.
-Aha... powiedz Natalii że jutro o szóstej rano mamy trening. 
-Dobrze. Pa Dymitr. 
-Pa Rose. 

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 6

Na serio nie chciało mi się robić korekty w tekście więc sorry za błędy. 

Wyszłam z pokoju i zamknęła drzwi na klucz. Dymitr jeszcze śpi wiec poszłam do salonu i włączyłam telewizor i kablówkę mi odłączyli, jak zawsze nie mam pieniędzy na rachunki. Prawie wszystkie pieniądze przepiłam. Zrobiło mi się nie dobrze, pobiegłam do łazienki i zaczęłam wymiotować. Nie mam siły. Znowu coś jest nie tak. Usłyszałam dźwięk pukania do drzwi.
-Rose wszystko w porządku? -Dymitr. Już mnie denerwuje że cały czas się o mnie martwi.
-Jest dobrze daj mi chwilkę.-Nic nie od powiedział tylko odszedł od drzwi. Ja  wyszłam z łazienki i stałam przy kanapie, dalej nic nie pamiętam. Obudziłam się na łóżku. Od razu wstałam i poszłam poszukać Dymitra nie było go w domu. A może to wszystko mi się przyśniło? Zobaczyłam kartkę na stole w jadalni. 
Musimy wcześniej wyjechać poszedłem spakować przyjdę po ciebie o 17:00 spokój swoje walizki.
                                                                Dymitr.
A jednak mi się to nie przyśniło. Popatrzyłam na zegarek który wisiał na ścianie była 15:00. O Cholera muszę się szybko pakować. Wyjęłam z szafy falizke i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy: ciuchy, bielizna, kosmetyki, zdjęcia rodziców i brata, laptop, telefon,kurtki, bluzy, trochę biżuterii mamy, ładowarki , pieniądze. Jak umyłam i przebrałam była już 17:00 usłyszałam dzwonek do drzwi. To pewnie Dymitr zerknęłam przez okno na drzwi. O nie to oni. Przez pewien czas byłam z pewnym typkiem i jak się dowiedziałam kim on jest to uciekam od niego. Byłam tydzień w Turcji żeby pomyślał że wyjechałam. Teraz mnie znalazł.  Zauważałam Dymitra parkującego samochód przed domem, dzięki Bogu popatrzył się na okno i mnie zauważył. Pokiwałam głową żeby tu nie przychodził.  A on wyszedł z auta i podszedł do tych facetów. Ja odeszłam od firanki i szepnęła sama do siebie.
-Co on kurwa robi?!
Podeszłam bliżej drzwi i zaczęłam podsłuchiwać
-W czym mogę pomoc? -usłyszałam Dymitra.
-My do Rose.
-Tu nie mieszka żadna Rose.
-To jej dom....
-Wam chodzi o wcześniejszą właścicielkę?  Przykra historia zabiła się rok temu .
-Aha... to my nie przeszkadzamy. Do widzenia.
-Do widzenia. -drzwi się otworzyły i do domu wszedł Dymitr.
-Czego oni od ciebie chcieli?
-Nic poprostu to jest moja przeszłość niechce o tym rozmawiać.
-Niech ci będzie.-Dymitr poszedł do mojej walizki i podniósł ją i zaniósł do samochodu. Zamknęłam drzwi od domu i usiadłam obok Dymirta i ruszyliśmy jakieś 30 min jechaliśmy na lotnisko a potem 1 godzinę samolotem i portem następną godzinę z lotniska do Akademii.  Zasnęłam kiedy jechaliśmy autem. Obudził mnie głos Dymitra.
-Rose już jesteśmy na miejscu.
-Boże daj mi siły.
-Nie będzie tak źle.
-Ta jasne
-Dramatyzujesz.
-Jak byś był odcięty od ludzi a byś nagle poszedł do najliczniejszego miejsca co byś powiedział?
-Masz racje, nie masz czego się bać ja przecież tu pracuje ale ty masz swoje sprawy i nie możesz przy mnie cały czas być. 
-Wiem że dasz sobie świetnie rade
-Ta jasne
-Nie opesymistką
-Ja stwierdzam fakty
-Pomyśl że Natalia na ciebie czeka
-A no właśnie zadzwonie do niej - wyjęłam telefon z torby i zadzwoniłam
-Halo? Natalia?
-Tak Rose.
-Możesz po mnie przyjść jestem pod głównym wejściem.
-Miałaś za dwa dni przejechać plany się zmieniły.
-Dobra zaraz będę.
-Musisz...-Nagle zabrzmiał dźwięk syren ostrzegawczych.-Strzygi... zostań tu i się nie ruszaj. -Dymitr wysiadł z samochodu z a Akademii wybiegło mnóstwo strażników. Chwile siedziałam w samochodzie i patrzyłam na walkę. Dampiry przegrywaly wiec postanowiłam im pomóc. Wyjęłam z torby srebny kołek i wysiadlam z samochodu. Odrazu ruszyłam  na Strzygi. Po jakiś trzydziestu minutach waliki ja zabiłam z 30 strzyg sama. Kiedy nie było ani jednej Strzygi usiadłam na ziemi i musiałam odpocząć. Ktoś położył mi rękę na ramieniu,  popatrzyłam na tą osobę to był Dymitr.
-Wszystko dobrze?
-Tak nawet mnie nie drasneły.-chyba.
-Jestes niesamowitą strażniczką.
-Ta jasne-Dymitr usiadł obok mnie.
-Rose ja zabiłem teraz z 10 strzyg z pomocą innych strażników.
-Dymitr ja nie mam pojęcia jak ja to zrobiłam.
-Powinnaś iść zemną do dyrektorki Akademii.
-Ja teraz żałuję że tu jestem chcę wrócić do domu
-Rose nie bój się nowych wyzwań.
-Ty chyba nie rozumiesz? Ja boje się własnej siebie. Ja nie mogę być najlepsza od wszystkich.
-Wiesz co jesteś bardzo dobrą w walce dampirzycą i powinnaś być już strażniczką. -Dymitr chodź do tej dyrektorki bo nie chce dalej o tym rozmawiać. -Bez słowa wstaliśmy i Dymitr zaprowadził mnie do taj dyrektorki.
-Ty zapewne jesteś Rose.
-Tak.
-Dymitr mi mówił o twoich zdolnościach. -popatrzyłam na Dymitra.
-Moim zdaniem ona nie musi przechodzić szkolenia na strzażnika, zabiła przed chwilą z trzydzieści strzyg sama. Ja z pomocą innych zabiłem mniej niż 10.  Tylko jej brakuje pewności siebie i dyscypliny. 
-Dymitr popracuj nad nią i witamy w szeregach. Dymitrze zaprowadzi ją do pokoju dla strażników.-Z Dymitrem wyszliśmy od Dyrektorki. Nie mogę mu powiedzieć dlaczego jestem tak dobr z walki, jeżeli się dowie to będzie pytał jakim cudem przeżyłam. Dymitr wyrwał mnie z zamyślenia. 
-Widzisz nie musisz nawet tu się uczyć.
-Uczyłam się wystarczająco długo sama.
-Daj spokój i tak bedziesz miała kontakt z innymi.
-Dlatego chcę wracać.
-Rose nikt nie został strażnikiem bez szkolenia.
-Dymitr ty nie rozumiesz ja niechce zostać strażnikiem!
-Rose nie masz już odwrotu.
-To wszystko przez ciebie.
-Dobra uznajmy że wróciłaś i co byś robiła na wsi? Pakowała się w kłopoty?
-Nic nie wiesz to sie nie odzywaj.
-Dlaczego mi nie powiesz o swojej przeszłości ?
-Bo cię nie znam, skąd mam wiedzieć że mogę ci ufać!






wtorek, 2 września 2014

Rozdział 5

No siema przypomniało mi się że mam drogiego blogaXD Mam nadzieje że się spodoba :) Pozdrawiam Natinek.





Ubrałam się w wygodny dres. I wyszłam na zewnątrz,a Dimitr został w domu. Nie mogę sobie pozwolić na słabość w Akademii, też tam nie będę wychodzić kiedy chcę. Wolę się nacieszyć wolnością. Same treningi, mało czasu dla siebie. Powinnam wcześniej tam, ale nie mam zielonego pojęcia że ja mam jakiś talent w walce nie miałam żadnego spotkania z człowiekiem w walce a szczególnie ze strzygą. Szczerze boje się tam iść inni mogą mnie za akceptować i co ja zrobię.  Postanowiłam już wrócić do domu. Dlaczego Dymitr chce żebym tam pojechała? Ja wolę tu zostac i zająć się domem. nie chce tam jechać. Weszłam do domu Dimitr spał w sypialni. Poszłam do salonu wzięłam telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki znamy się od 15 lat ona jest w Akademi. 
-Halo?
-Natalia? Tu Rose.
-Jak tam u ciebie długo nie dzwoniłaś
-Dobrze jak tam w szkole dla Dampirów?
-Dobrze, mam dużo treningów ale powoli staje się dobra jak ty
-Ile my się nie widzieliśmy?
-Już rok.
-Tak szybko minęło. Chciałam ci powiedzieć że jadę do Akademii Świętego Władimira. 
-Aaaaaa! Będziemy razmem mieć treningi. 
-Tak...
-Ja już nie mogę się doczekać.
-Ja też
-Jacy są tam nauczyciel?
-Super, jest jeden najlepszy Dymitr on jest Bogiem nikt go jeszcze z akademi nie pokonał, zabił z milion strzyg. I podobno jak wróci z urlopu to wybierze sobie ucznia, którego będzie szkolił. 
-Aha
-No mam nadzieje że mnie wybierze. 
-Trzymam kciuki za ciebie. 
-Dziękuję, ale jestem najsłabsza z całej grupy.
-Nie prawda jesteś równie silna jak inni.
-Ta jasne.
-Za dwa dni będę 
-ok do zobaczenia.
-Pa.-Rozłączyłam się. 
-Z kim rozmawiałaś?- usłyszałam głos Dymitra. 
-Z przyjaciółką. Ona jest uczennicą w Akademi. 
-Tak? Jak ma na imie?  
-Natalia.
-Aaa znam ona jest najsłabsza z grupy. 
-I z tego powodu masz ją wybrać na swoją uczennice. 
-Powiedziała ci?
-No
-Rose ale ja nie mogę tak zrobić...
-Prosze dla mnie. 
-Ale ja już mam wybranego ucznia. 
-Aha...
-A może ty ją prze szkól .
-Ja nawet nie jestem uczennica tej placówki
-A jesteś lepsza niż drugo trzecio roczni.
-Przestań mi prawić komplementy, jade tylko poto żebym mogła się spotkać z Natalią. 
-Polskie imię? 
-No bardzo ciężko sie wymówić. 
-Polski to bardzo trudny język. 
-Ta. 
-Chcesz coś porobić? 
-Chce iść spać. 
-Idź do sypialni a ja jeszcze tu posiedzę
-Okey- Dymitr poszedł do sypialni wzięła ścieżkę z kuchni i poszłam do zamkniętego pokoju na górze. Weszłam do niego i zaczęłam wycierać zdjęcia z kurzu. Mama zawsze lubiła czystości i porządek, a tata nie było go w domu całymi tygodniami. Wyjeżdżał w jakieś delegacje, a jak wracał zawsze wspominał jak chciałby żeby mój nie żywy bliźniak tu był. Miał na imię Jonathan. Umarł przez strzyge która mnie zaatakował całe życie się obwiniałam. Nie mowie nic Dymitr'owi bo to nie jego sprawa. Nie mam zamiaru mówić nic jemu. Za niedługo rocznica śmierci Jonathana. Już sześć lat go niema. Jutro wyjeżdżamy do akademi. Nie mogę uwierzyć że zgodziłam sie tam pojechać.