Kolejny rozdział, sory za błędy. Pozdrawiam Natinek
Wróciłam do pokoju.
-Natalia nie uwierzysz co ci załatwiłam
-Co takiego?
-Będziesz miała przez miesiąc zajęcia z Dymitrem.
-Serio?
-No.-podeszła do mnie i przytuliła.
-Dziękuje.
-Masz zamiar kiedyś powiedzieć o swoim darze?
-No kiedyś będę musiała ale nie w tym roku.
-Dużo strażników chciało by być na twoim miejscu.
-Nie jeżeli by się dowiedzieli jakie to konsekwencje za sobą ciągnie.
-Masz racje. Coś cię łączy z Dymitrem?
-Tylko nienawiść do niego.
-Dlaczego?
-Myślę że on ma jakieś zadanie związane zemną i chce się dowiedzieć jakie. Jak będzie o mnie pytał to powiedz mu że jak chce sie o mnie coś dowiedzieć to sama powiem.
-Wiesz co dochodzi ósma a ja muszę iść spać.
-To do zobaczenia jutro.
-Pa.-Natalia wyszła. Niewiedziałam co zrobić zaczęło mi się nudzić. Na szczęście miałam pokój na parterze i mogłam wyjść przez okno. Podeszłam do okna i popatrzyłam przez nie na przeciwko rozciągał się wielki las. Wziełam z torebki sztylet i telefon. Otworzyłam okno i przeznie wyszłam. Udałam się do lasu. Pochodziłam sobie po nim nagle usłyszałam trzask łamiących sie patyków. Chwyciłam szybko kołek i nagle usłyszałam znajomy głos.
-Natalia nie uwierzysz co ci załatwiłam
-Co takiego?
-Będziesz miała przez miesiąc zajęcia z Dymitrem.
-Serio?
-No.-podeszła do mnie i przytuliła.
-Dziękuje.
-Masz zamiar kiedyś powiedzieć o swoim darze?
-No kiedyś będę musiała ale nie w tym roku.
-Dużo strażników chciało by być na twoim miejscu.
-Nie jeżeli by się dowiedzieli jakie to konsekwencje za sobą ciągnie.
-Masz racje. Coś cię łączy z Dymitrem?
-Tylko nienawiść do niego.
-Dlaczego?
-Myślę że on ma jakieś zadanie związane zemną i chce się dowiedzieć jakie. Jak będzie o mnie pytał to powiedz mu że jak chce sie o mnie coś dowiedzieć to sama powiem.
-Wiesz co dochodzi ósma a ja muszę iść spać.
-To do zobaczenia jutro.
-Pa.-Natalia wyszła. Niewiedziałam co zrobić zaczęło mi się nudzić. Na szczęście miałam pokój na parterze i mogłam wyjść przez okno. Podeszłam do okna i popatrzyłam przez nie na przeciwko rozciągał się wielki las. Wziełam z torebki sztylet i telefon. Otworzyłam okno i przeznie wyszłam. Udałam się do lasu. Pochodziłam sobie po nim nagle usłyszałam trzask łamiących sie patyków. Chwyciłam szybko kołek i nagle usłyszałam znajomy głos.
-Rose, to tylko ja.- Znowu on...
-Dymitr czy ty mnie śledzisz?
-Nie, skąd ci to przyszło do głowy
-Nie wiem może dlatego że odkąd spotkaliśmy się w lesie na wsi to cały czas jesteś obok mnie.
-Przypadek.
-Co ty tu robisz?
-Mam warte w lesie.
-Tak bo ja ci uwierze.
-Uspokój się i schowaj ten kołek.- Schowałam kołek do tylnej kieszeni spodni.-A ty co ty robisz?
-Stoję nie widać?
-Bardzo śmieszne dlaczego jesteś tak bezczelna
-Bo mogę.
-Rose co ja ci takiego zrobiłem?
-Ja po prostu już żałuje że cię poznałam
-Dlaczego?
-Bo już wiem że nie mogę bez ciebie żyć!-popłakałam się i odeszłam od niego jak najszybciej.
-Rose!!-Wołał mnie a ja zaczełam biedz, kiedy wyszłam do swojego pokoju przez okno. Zamknełam drzwi na klucz i położyłam się zapłakana na łóżku. To znowu się dzieje- pomyślałam. Zasnełąm.
Następnego dnia obudziłam się o 12. Nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Znowu zrobiłam cholerny błąd że wogule dałam się zapoznać z nim. Na telefonie zobaczyłam że jest czwartek. Trzy dni spałam? Wstałam i się umyłam i ubrałam w czarne ubrania. Dziś rocznica śmierci Jonathana. Wziełam moją torbę i wyszłam przez okno. Skierowałam się w strone bramy. Wyjełam telefon i napisałam do Natali sms'a:
R:Jast ok. Dar mnie wykończył,przespałam trzy dni i ide na miasto. Poszukam jakiegoś parku. Do zobaczenia.
N: Dymitr o ciebie się martwił.
R: Ale mu nie powiedziałaś o tym.
N: Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. ;)
R: O co Dymitr pytał?
N: Gdzie jesteś bo od dwóch dni nie mógł cie znaleść i o twoją przesłość.
R: Wiedziałam że o to zapyta. Jak tam treningi z nim.
N: Jest strasznie wymagający, wszystko mnie boli.
R:Ja kończe, wieczorem się spotkamy.
N: Jak wyszłaś że nie spotkałaś Dymitra?
R;Wyszłam przez okno :D
Schowałam telefon do torby i ruszyłam przed siebie. Miałam nadzieję że Dymitr nie będzie miał straży przy wejściu. Kurwa czemu ja?-pomyślałam. Przy bramie stał Dymitr.
-Hathawey gdzie się wybierasz?
-Rose!!-Wołał mnie a ja zaczełam biedz, kiedy wyszłam do swojego pokoju przez okno. Zamknełam drzwi na klucz i położyłam się zapłakana na łóżku. To znowu się dzieje- pomyślałam. Zasnełąm.
Następnego dnia obudziłam się o 12. Nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Znowu zrobiłam cholerny błąd że wogule dałam się zapoznać z nim. Na telefonie zobaczyłam że jest czwartek. Trzy dni spałam? Wstałam i się umyłam i ubrałam w czarne ubrania. Dziś rocznica śmierci Jonathana. Wziełam moją torbę i wyszłam przez okno. Skierowałam się w strone bramy. Wyjełam telefon i napisałam do Natali sms'a:
R:Jast ok. Dar mnie wykończył,przespałam trzy dni i ide na miasto. Poszukam jakiegoś parku. Do zobaczenia.
N: Dymitr o ciebie się martwił.
R: Ale mu nie powiedziałaś o tym.
N: Twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna. ;)
R: O co Dymitr pytał?
N: Gdzie jesteś bo od dwóch dni nie mógł cie znaleść i o twoją przesłość.
R: Wiedziałam że o to zapyta. Jak tam treningi z nim.
N: Jest strasznie wymagający, wszystko mnie boli.
R:Ja kończe, wieczorem się spotkamy.
N: Jak wyszłaś że nie spotkałaś Dymitra?
R;Wyszłam przez okno :D
Schowałam telefon do torby i ruszyłam przed siebie. Miałam nadzieję że Dymitr nie będzie miał straży przy wejściu. Kurwa czemu ja?-pomyślałam. Przy bramie stał Dymitr.
-Hathawey gdzie się wybierasz?
-Nie twój interes.
-Wiesz że jako strażnik musisz pracować.
-Nie mam żadnej straży i wynieram się... na spacer.
-Na spacer?
-Tak.
-To czemu nie pujdziesz do ogrodu botanicznego na terenie dworu?
-Mam uczulenie na pewien kwiat.
-Aha .
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.-Miałam już pójść ale się zatrzymałam.
-Dymitr nie bierz tego do siebie co powiedziałam to było z przypływu emocji.
-Jakoś ci nie wierze - uśmiechną sie do mnie. Jeju ale on mam przepiękny uśmiech. Odwrocilam sie iodeszłam od niego poszłam w stronę mojego okna. Podeszłam kawałek i rozejrzałam sie czy nikogo nie ma w pobliżu. Jak się upewniłam pobiegłam w stronę lasu.
Dymitr:
Rose od demnie odeszła i poszła w strone budynku. Cały czas na nią patrzyłem. Nagle się zatrzymała i pobiegła w stronę lasu?
-Co ona wyprawia?
Poszlem w jej stronę. Śledziłem ją ona doszła do łąki i zatrzymała się. Upadła na kolana i zaczęła płakać. Chciałem zobaczyć co zrobi. Wyjęła z torby zdjęcie jakiegoś chłopaka. I powiedziała do zdjęcia:
-Przepraszam cie to wszystko moja wina. Gdyby nie ja to byś tu był. -Nie wytrzymałem jej smutku.
-Rose? Wszystko w porządku?
-Tak.
-Nie sądzę. -podeszłem powoli do niej i usiadłem obok niej. -Kto to?
-Jonathan.
-Twój chłopak?
-Nie, to był mój brat bliźniak, umarł ratując mnie.
-Co się wtedy stało?
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Możesz mi ufać.
-Na zaufanie trzeba zapracować.
-Mam być z tobą szczery?- pokiwala głową. -Chciałem żebyś tu przyjechała bo poprostu... zakochałem się w tobie Rose.
Nic nie mówiła. Patrzyła się na zdj brata. Podniosłem się i powoli odchodziłem od niej chciałem jej dać trochę czasu. Nagle usłyszałem jej głos.
-Ja nie wiem czy coś z tego będzie. Boje się że mnie zranisz.
-Nigdy bym cię nie zranił. -Powoli wstała i popatrzyła na mnie.
-Jesteś pewien?
-Ja nigdy nie zraniłem osoby na jakiej mi zależało. Nie potrafił bym
-A ja tak i niechce zranić ciebie.
-W jaki sposób mogłabyś mnie zranić ? -Nie odezwała sie. Podeszłem do niej bliżej. Ona a była załamana widać to było. -Rose nigdy cię nie zranie obiecuję. -Ona podeszła i się do mnie przytuliła. Odeszła kawałek od demnie.
-Idź przecież masz dyżur przy branie.-Popatrzyłem na zegarek na moim nadgarstku.
-Która się skończyła pięć minut temu.
-Wiesz co? Ja idę do Natali.
-Nie możesz bo za piętnaście minut mam z nią trening.
-To ide do swojego pokoju.
-Pozwolisz że odprowadze cie pod okno-On się zaśmiała pod nosem.
-Okey.
Kiedy dotarliśmy do jej okna. Weszła przez nie i powiedziała:
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia.
Rose:
Zamknęłam okno i usłyszałam że ktoś puka w drzwi o tworzyła i moim oczom ukazał się były chłopak Stefan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz