piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 2

Obudziłam się i zobaczyłam że Dimitr mnie niesie, byliśmy jeszcze w lesie ale się ściemniło. Głowa mi pękała, przyłożyłam rękę do czoła.
-Jak długo byłam nie przytomna?
-Raczej z pół dnia ja cię znalazłem godzinę temu.
-No to pięknie.
-Dasz radę chodzić?
-Spróbuje.- Postawił mnie na ziemie i zrobiłam jeden krok do przodu i  nogi pode mną się ugięły, upadłam na kolana.-Wątpię ale nie chce żebyś mnie nosił.
-Narzekasz jak mała dziewczynka.-Schylił się i wziął mnie na ręce.
-Nie ja po prostu myślę na głos.
-Co się stało że byłaś nieprzytomna?
-Poczułam ból w głowie ale się uparłam i biegłam dalej i o coś chyba się poślizgnęłam.
-No to musiałaś nieźle uderzyć.
-A co ty robiłeś tak długo w lesie?
-Ćwiczyłem.
-Niech będzie. Pomyśleć że to zbieg okoliczności.
-Dla mnie los tak chciał.
-Ja nie wieże w los.
-A co ci zrobił los?
-Zabrał mi rodzinę.
-Tak mi przykro nie chciałem...
-...zrobić mi przykrości tak wiem.-Wyszliśmy z lasu ale to nie była wieś na której mieszkałam- Dimitr chyba mnie nie zaniesiesz do siebie?
-Zabieram cię do siebie bo masz wstrząs i nie wiedziałem gdzie mieszkasz.
-Po drugiej stronie lasu. Ja już chyba będę wracać do siebie...
-Daj spokój nie zrobię ci krzywdy.
-Ale na serio muszę wracać.-Dimitr staną.
-Dlaczego się stresujesz?
- To długa historia muszę wracać do mojego domu.
-Ustalmy jedno nie możesz chodzić a szczególnie biec. Jak będziesz mogła chodzić zaprowadzę cię do domu.
-Dimitr ja naprawdę nie mogę zostaw mnie.-Już mi nerwy puściły, Dimitr był zaskoczony ale zaczął iść dalej.-Dimitr cholera.
-Nie wypada tak mówić.
-Muszę...- pojawił mi się obraz że patrze na mężczyznę który idzie a ja się chowam przednim w lesie, mężczyzna już jest przy wsi, a ja pozostaję w ukryciu.
-Rose, Rose...-Potrząsał mną Dimitr i się obudziłam.
-Co do...-Rozejrzała sie do o koła. -Dimitr ja naprawdę muszę iść.
-Wyjaśnij dlaczego.
-Bo mnie ci ludzie zabiją.
-Że to nie twoja wioska to nie oznacza że Cię zabiją.
-Ale ja nie mogę tu wyjść, zrozum zrobiłam głupotę a oni darowali mi życie, jak tu przyjdę zabiją mnie bez wahania.
-Nie jeśli cie nie zauważą. - uśmiechną się do mnie.
-Co masz na myśli?
-Za kryj włosami twarz i udawaj że śpisz. -Zrobiłam to. Pomyślałam: Fajnie było żyć jak widać to już się skończy. Doszli do chatki i Dimitr postawił mnie na ziemi a ja się oparłam o ścianę domku.
-Będę przez ciebie miała kłopoty.
-Nie dramatyzuj. -Wyciągnął klucze i odtworzył drzwi. Oczywiście wziął mnie na ręce i zaniósł na górę do sypialni. I położył mnie na łóżku.
-Możesz położyć mnie na kanapie a nie na twoim łóżku.
-Daj spokój to nic.
-Nie ja nie powinnam...
-Moja rodzina jak przyjdzie to cię o patrzą.
-Rodzina? Nie wspominałeś.
-To mój dom rodzinny,  ja tu przyjeżdżam na urlop.
-A twoja rodzina ile ma członków?
-Dużo.
-A ty będziesz spał?
-Na podłodze.
-Nie żartuj masz duże łóżko, ja powinnam spać na podłodze.
-Jeszcze wrócimy do tej rozmowy.- Usłyszeli że rodzina Dimitra wchodzi do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz